Wędkarz siedzący na drewnianym pomoście podczas mglistego wschodu słońca nad spokojnym jeziorem
Wiosenna zasiadka na płytkiej miejscówce | Sekcja| 10.05.2026

Maj to dla mnie jeden z najpiękniejszych miesięcy nad wodą. Przyroda budzi się do życia, ryby zaczynają intensywnie żerować, a każda zasiadka może przynieść naprawdę ciekawe rezultaty. Tym razem postanowiłem sprawdzić nowe miejsce, a dokładniej pomost, który budowałem przez ostatnie dwa lata w płytkiej części jeziora.

Powrót na stare miejsce

To miejsce ma dla mnie szczególne znaczenie. Kilka lat temu stał tutaj stary drewniany pomost, z którego łowiłem piękne liny. Z czasem konstrukcja całkowicie się zniszczyła i przestała nadawać się do wędkowania. Przez długi czas odkładałem odbudowę, aż w końcu postanowiłem wrócić do tej miejscówki i stworzyć nowy pomost od podstaw.

Nie spieszyłem się z budową – zajęło mi to prawie dwa lata. W międzyczasie łowiłem na innym pomoście na tym samym jeziorze lecz w głębszej partii jeziora, więc miałem gdzie wędkować.

Jednak od początku bardzo podobało mi się to miejsce. Płytka część jeziora szybciej nagrzewa się wiosną, a duża ilość podwodnej roślinności sprawia, że ryby mają tam sporo naturalnego pokarmu. Kilka lat wcześniej właśnie to miejsce dawało mi piękne liny, dlatego uznałem, że warto ponownie tutaj wrócić.

Warunki podczas zasiadki

Dotarłem na miejsce około 5:00 rano. Poranek był spokojny, niemal bezwietrzny, a dopiero później zaczął się lekki wiatr wiejący z południowego wschodu. Temperatura w ciągu dnia dochodziła do około 19°C, a ciśnienie po kilku dniach wysokich wartości w okolicach 1025 hPa zaczęło powoli spadać.

Łowiłem na dwie wędki spławikowe, używając spławików typu Waggler Match Pro 2+2 g oraz 3+2 g. Na kołowrotkach miałem nawiniętą żyłkę główną o średnicy 0,20 mm, a przypony stosowałem o grubości w przedziale 0,14–0,16 mm, o długości około 20 cm. Zestawy zakończone  haczykami w rozmiarach 10–12 (Drennan Wide Gape Specialist Micro Barbed oraz Matrix MXB-3).

Zanęta i przynęty

Postawiłem na prostą, ale skuteczną mieszankę ziaren: gotowaną pszenicę oraz gotowaną kukurydzę z przewagą pszenicy. Całość nęciłem procą, ponieważ zapomniałem zabrać ze sobą łyżki zanętowej. Czasami właśnie takie improwizowane rozwiązania okazują się w zupełności wystarczające. Jeśli chodzi o przynęty, na haczyk trafiała kukurydza z puszki, pellet 6–8 mm zakładany na gumkę oraz rubinowe robaki.

Miejsce i głębokość

Łowiłem na głębokości około 1,5 metra. Przynęta leżała bezpośrednio na dnie. Całe stanowisko znajduje się w płytkiej, mocno zarośniętej części jeziora. Łowisko jest bardzo bogato porośnięte grążelami, które w sezonie tworzą gęstą, niemal „dywanową” pokrywę na wodzie. Mimo to występują tam również miejsca z czystym dnem, które najłatwiej namierzyć, gdy roślinność jest już w pełni rozwinięta i widoczna na powierzchni — wtedy pojawiają się charakterystyczne „oczka” między roślinnością. To właśnie te prześwity między roślinnością często okazują się najlepszymi miejscami, które po odpowiednim zanęceniu i przygotowaniu stanowiska potrafią być bardzo skuteczne i regularnie dają ryby.

Początek łowienia

Pierwsze brania pojawiły się dość szybko. Pierwszy karp skusił się na 8 rubinowych robaków, jednak większość ryb brała zdecydowanie lepiej na kukurydzę którą domykałem jednym rubinowym roabkiem.

Pellet natomiast kompletnie się nie sprawdził. Mimo różnych prób ryby go ignorowały. To kolejny dowód na to, że czasami najprostsze przynęty są najskuteczniejsze.

Sygnał, że ryby żerują w toni

Gdy brania się uspokoiły, postanowiłem zmienić miejsce ustawienia jednego z zestawów. Podczas gruntowania i sprawdzania głębokości w drugim miejscu, z ciekawości zostawiłem na haczyku kukurydzę. W trakcie wyciągania zestawu poczułem wyraźny opór i byłem przekonany, że zahaczyłem o jakiś zaczep. Po chwili „zaczep” nagle ruszył i szybko wyszło na jaw, że to karp, który wziął przynętę z opadu. To dało mi jasny sygnał, że ryby w tym momencie mogły żerować nieco wyżej.

W związku z tym zmniejszyłem grunt, lokując przynętę nad podwodną roślinnością, wiedząc, że brania wzdręg będą tu raczej częste. Znam jednak to miejsce na tyle dobrze, że wiem, iż właśnie przy zabawie z drobnicą i łowieniu na mniejszym gruncie często potrafią trafić się piękne bonusy. Kilka lat temu złowiłem w ten sposób karpia w granicach 5 kg na delikatny zestaw spławikowy.

Na początku rzeczywiście dominowały wzdręgi, których złowiłem kilka sztuk. Pomiędzy ich braniami pojawił się jednak także karp. Z czasem sytuacja całkowicie się odwróciła — wzdręgi przestały brać, a ich miejsce zajęły karpie, które zdominowały miejscówkę i skutecznie wyparły wzdręgę.

Po każdej złowionej rybie systematycznie donęcałem niewielką ilością ziaren oraz pelletem 6–8 mm. Dzięki temu utrzymywałem stado w łowisku, a ryby cały czas pozostawały aktywne w moim stanowisku.

Wnioski po zasiadce

Ta zasiadka po raz kolejny pokazała mi, że warto obserwować wodę i kombinować. Płytkie, mocno zarośnięte miejsca potrafią być wiosną naprawdę bardzo skuteczne, a kukurydza  nadal pozostaje jedną z najlepszych i najbardziej pewnych przynęt. Tego dnia przekonałem się też, jak wiele może zmienić samo podanie przynęty i niewielka zmiana gruntu. To pokazuje, że czasami jedna niewielka zmiana może całkowicie odmienić sytuację nad wodą.

Duże znaczenie miało również regularne, ale oszczędne donęcanie. Małe porcje ziaren i pelletu skutecznie utrzymywały ryby w łowisku, dzięki czemu cały czas coś się działo.

Najbardziej cieszy mnie jednak to, że nowy pomost już podczas pierwszej zasiadki zaczął przynosić efekty. To miejsce ma spory potencjał i wiem, że w tym sezonie jeszcze nie raz mnie zaskoczy.

Wynik zasiadki

Łącznie udało mi się złowić 7 karpi. Ryby nie były może ogromne — raczej takie „przedszkole”, prawdopodobnie po jesiennym zarybieniu — ale mimo wszystko dostarczyły mnóstwo emocji i naprawdę świetnej zabawy podczas holu. Każde branie dawało sporo frajdy.

Brania utrzymywały się do około godziny 12:00. Później, wraz z coraz mocniejszym słońcem, aktywność ryb praktycznie całkowicie zanikła i łowisko wyraźnie się uspokoiło.

Więcej
ARTYKÓŁÓW

logo_wedkarska_misja

„Wędkarska Misja” to więcej niż blog – to przestrzeń, gdzie pasja do wędkarstwa spotyka się z pasją do tworzenia. To cyfrowy pamiętnik, w którym kolekcjonuję wspomnienia i doświadczenia znad wody. Rozgość się i przeżyj tę przygodę razem ze mną – zapraszam!

Kontakt